Rekrutacja na ASAP czy Ej-Es-Ej-Pi?

Już nie lista rzeczy do zrobienia, a tudusy. Już nie postawa kandydata, a jego aprołcz. Jak wygląda język współczesnej rekrutacji?
Zamiast punktów odniesienia – benczmarki. Timłork, puszowanie, skedżule, mitingi. Angielskich słów w codziennej pracy HR-owca nie brakuje. O jakości korpo-mowy, błędach oraz językowych niuansach Idze Pazio opowiada Arlena Witt, która uczy Polaków mówić „Po cudzemu” na swoim kanale na YouTube. Iga Pazio: Na początek zdanie z życia wzięte - „costcut'y dotyczące head count'u dotkną tylko tych, co nie perform'ują”. I prośba o krótki komentarz? (śmiech) Arlena Witt: Dla mnie jest ono kompletnie niezrozumiałe i użyłabym go tylko dla żartu (śmiech). Nie namawiam nikogo do uprawiania językowego nazizmu. Język służy nam przecież do komunikacji – musimy coś wyrazić i zależy nam na tym, aby druga osoba nas po prostu zrozumiała. Jeśli mamy cień podejrzeń, że nasz odbiorca ma wątpliwości co do naszego przekazu, to znak, że używamy języka w zły sposób. Może po prostu chcemy komuś zaimponować lub pokazać swoje wyższe stanowisko w zawodowej hierarchii. W tym zdaniu martwią mnie jednak również apostrofy, a właściwie ich błędne wykorzystanie. Warto znać zasady odmiany słów pochodzenia angielskiego w języku polskim oraz wiedzieć, kiedy apostrof na końcu słowa jest konieczny, a kiedy zbędny. To tak powszechny błąd, że napisałam o tym kiedyś na swoim blogu, aby tę kwestię wyjaśnić raz na zawsze. I.P.: Arleno, czy używanie anglicyzmów i słów angielskiego pochodzenia w języku biznesowym ma w ogóle sens? A.W.: Są to słowa, które mają w mowie polskiej swoje bardzo dobre odpowiedniki i bez problemu można je zastąpić słowami, które wszyscy znamy od dawna. Mam wrażenie, że większość angielskich słów używa się ze względu na modę. Z drugiej strony może dzieje się tak dlatego, że korporacje to firmy międzynarodowe. Rozumiem, że ich pracownicy mają często kontakt ze swoimi współpracownikami zza granicy i kiedy komunikują się ze sobą, używają języka angielskiego. Myślę, że angielski wszedł do języka korporacyjnego trochę z lenistwa. Kiedy pracownik często używa słowa challenge, to może łatwiej jest mu później powiedzieć czelendżować. Wiele słów pochodzenia angielskiego, wykorzystywanych w polskim języku biznesowym jest jednak dla mnie niezrozumiałych. I.P.: Czyżby używane w korpo-mowie angielskie słowa nie były zawsze wykorzystywane poprawnie? A.W.: Przykładem może być słowo eskaluj, używane w znaczeniu: przekaż dane zadanie lub projekt przełożonemu. Ale w języku angielskim nie można eskalować czegoś do kogoś. To escalate po angielsku oznacza „powiększać się”. Możemy powiedzieć „problem eskalował” – w znaczeniu wzrósł, stał się większy. Nie mówimy jednak, że ktoś eskalował coś. Błędne użycie tego słowa może wejść w nawyk zarówno w języku polskim, jak i angielskim. A to już pułapka. I.P.: Są inne? A.W.: Tak, należą do nich choćby kalki językowe, takie jak „zamknąć klienta”. To przetłumaczenie słowa w innym znaczeniu niż faktyczne. Znam angielski i wiem, że akurat to sformułowanie pochodzi od angielskiego słowa to close. Ale przez taki zwrot można na pewno popaść, jak to się mówi, w konfuzję (śmiech). I.P.: W korpo-mowie popularne jest też powtarzanie słowa po polsku i angielsku. A.W.: Zupełnie bez sensu jest dla mnie zwrot „robi make sense”, ponieważ robi i make, a właściwie makes ma to samo znaczenie. A poza tym po polsku coś ma sens, a nie robi sens i takie użycie utrwala błędną formę. Spotkałam się z błędną wymową słowa klawiatura – po angielsku to keyboard, które należy wymawiać jako kibord, a nie kejbort. I.P.: A błędna wymowa może prowadzić do nieporozumień, na przykład podczas rozmowy rekrutacyjnej prowadzonej z anglojęzycznym kandydatem. A.W.: Tak. Jestem w stanie zrozumieć na przykład formę forwarduj. To słowo wprawdzie ma swój odpowiednik w języku polskim – możemy powiedzieć „prześlij” lub „prześlij dalej”, ale forwarduj jest zwyczajnie krótsze. To dlatego słowa angielskie czasem wygrywają z polskimi. Zajmują mniej czasu. W ogóle język polski ma znacznie dłuższe wyrazy niż język angielski. Wynika to z jego struktury. Mam już jednak wątpliwości choćby do słowa skanselować. Dlaczego nie można powiedzieć „odwołać” lub „usunąć”? I.P.: Czyżby język angielski lepiej oddawał otaczającą nas rzeczywistość? A.W.: Język angielski na pewno szybciej rośnie. Słowa angielskie są też łatwiejsze do wymówienia. Nie mają one takich zbitek spółgłoskowych jak choćby w polskim słowie „strzeżony”. Ten wyraz jest trudny do wymówienia, bo na początku mamy aż trzy spółgłoski obok siebie. Ich wymówienie wymaga sporej gimnastyki języka. W angielskim tego nie ma. I.P.: Ale w polskim odpowiedniku słowa challenge, czyli popularnym sczelendżować też sporo szeleści. A.W.: Ale spółgłoski są tylko dwie naraz. Challenge jako czasownik nie ma też swojego bezpośredniego odpowiednika w języku polskim. Funkcjonowanie takich słów w języku biznesowym jestem w stanie zrozumieć. One określają pojęcie, którego w prosty i zrozumiały sposób nie określimy po polsku. Nazywają zjawisko, którego nasz język jeszcze nie zna. W języku codziennym takie zjawisko też zachodzi. W podobnych okolicznościach w języku polskim zadomowił się choćby weekend. Kiedyś wyjeżdżaliśmy „na sobotę i niedzielę”, a to jest bardzo długie wyrażenie. Dużo łatwiej jest powiedzieć „jedziemy na weekend”. I.P.: A skąd w korpo-mowie tyle skrótów: FYI, CC, BTW? Czy są one domeną języka angielskiego w ogóle? A.W.: Skróty są naturalnym elementem języka angielskiego. Swój początek mają w SMS-ach, w których nadawcę ogranicza liczba znaków. To było jeszcze w czasach, gdy SMS-y były zwyczajnie drogie, każdy chciał zmieścić się tylko w jednej wiadomości. Później skróty weszły do języka twitterowego, (gdzie wiadomości mają tylko 140 znaków – przyp. red.). W angielskim w ogóle jest ich bardzo dużo. Nic dziwnego, że weszły więc do języka biznesowego. Warto jednak pamiętać, że ASAP, czytamy po angielsku: Ej-Es-Ej-Pi. Jeśli do obcokrajowca powiemy po prostu ASAP, może nas nie zrozumieć. Chciałabym bardzo uczulić na wymowę tego wyrażenia. Swoją drogą to fajny skrót, w porównaniu z naszym czterosylabowym „jak najszybciej” ma tylko dwie sylaby: „a-sap”. I.P.: Od dziś projekty zatem realizujemy Ej-Es-Ej-Pi, a nie ASAP. A.W.: Spotkałam się kiedyś z wymową angielską ej-sap, co oznacza, że słowo zaczyna funkcjonować jako akronim – skrótowiec, który czytamy, jakby był jednym wyrazem, a nie oddzielnymi literami. Możemy się zatem zetknąć z dwoma wymowami tego słowa. Na pewno jednak nie polskie ASAP. I.P.: Jednym słowem nie warto nadużywać słów angielskich w języku biznesowym, rozmawiając z kolegami w pracy, kandydatami na rekrutacji czy współpracownikami. A jeśli już to robimy – róbmy poprawnie. A.W.: Właśnie tak. I nie chodzi mi wcale o potępianie wykorzystania anglicyzmów w języku polskim, ale zachęcam raczej do ich poprawnego użycia. Uznaję to w sytuacjach, gdy brakuje nam odpowiedników, na przykład w języku biznesowym. W złym świetle stawiać nas będzie jednak używanie słów angielskich w złym znaczeniu, niepoprawne ich wymawianie lub użycie, gdy istnieje bardzo dobry, polski odpowiednik. I.P.: Dziękuję za rozmowę.
WYWIADU UDZIELIŁA Arlena Witt
Na swoim kanale „Po cudzemu” na YouTube uczy, jak mówić poprawnie po angielsku. Subskrybuje go ponad 160 000 osób. Prowadzi również blog wittamina.pl. Tłumacz, nauczyciel języka angielskiego, korektor i copywriter. Absolwentka filologii angielskiej na Uniwersytecie Śląskim.
WYWIAD PRZEPROWADZIŁA Iga Pazio
Redaktor naczelna Kompendium HR i serwisu wyzwaniaHR.pracuj.pl. Autorka cyklicznego badania "HR-owca portret własny", programów merytorycznych konferencji Wyzwania HR i innych inicjatyw branżowych. Entuzjastka dzielenia się wiedzą, branży HR i data driven content. B2B Marketing Communications Manager, w Grupie Pracuj od 2010 roku.

Zobacz podobne

Wyzwania pracy hybrydowej. Jak wesprzeć kadrę menedżerską w zarządzaniu zespołami hybrydowymi?

Większość firm, która mogła sobie na to pozwolić, w ostatnim roku przeszła z pracy w 100% lub w większości stacjonarnej na całkowicie zdalną. Wszystko wskazuje na to, że zmiana ta jest nieodwracalna – nie wrócimy już w pełnym wymiarze do biur. Wiąże się to z problemami i koniecznością ułożenia wielu procesów na nowo. Główne wyzwania, przed jakimi stoją managerowie, to motywowanie zespołów hybrydowych, wspieranie ich wydajności i budowanie takiej kultury organizacyjnej, by utrzymać pracowników w firmie. Jak to osiągnąć i jakie narzędzia mogą okazać się w tym pomocne?

Wymarzona firma pracownika blue collar

Rotacja pracowników w firmie jest jednym z poważniejszych problemów, z którym w dzisiejszych czasach mierzą się przedsiębiorcy. Przynosi ona nie tylko realne straty finansowe, ale również takie, które ciężko przedstawić za pomocą arkuszy w Excelu i rzędów cyfr. O czym powinien pamiętać pracodawca, aby zmniejszyć rotację w firmie?

Nie tylko rekrutacja! W czym dział HR może wesprzeć dobry partner?

Agencja doradztwa personalnego przede wszystkim kojarzą się z rekrutacjami. Sama rekrutacja i dobór odpowiednich pracowników, z odpowiednimi kompetencjami wpisującymi się w kulturę organizacji, jest jednym z kluczowych procesów, w którym może wesprzeć agencja. Ale – nie jedynym!

Przepis na angażujące szkolenie online, czyli czego nauczyliśmy się prowadząc 300 000+ szkoleń online

Ucząc online od 2015 roku, przekonaliśmy się, że szkolenia zdalne są czymś zdecydowanie więcej niż tylko alternatywą do szkoleń stacjonarnych. Działanie w przestrzeni online sprawia, że najlepsze i najnowocześniejsze rozwiązania znajdują się w zasięgu ręki bez względu na to, czy szkolimy (się) w Warszawie, Radomiu czy Nowym Jorku. Jak zatem wykorzystać drzemiący online potencjał, aby przeprowadzić efektywne i efektowne szkolenie?